Kosmetyk naturalny, czyli tak naprawdę jaki?

2018-11-28
Kosmetyk naturalny, czyli tak naprawdę jaki?Naturalny kosmetyk, czyli tak naprawdę jaki?

Nie dziw się, że stawiamy takie pytanie. Większość z nas rozumie ten termin dość intuicyjnie, a wiedza na temat tego, który kosmetyk możemy nazwać naturalnym, jest na chwilę obecną mocno różnorodna.


"Podskórnie" czujemy, że kosmetyk naturalny powinien być: 
  • w głównej mierze oparty na surowcach pochodzenia naturalnego, a najlepiej jeszcze eco;
  • wolny od całej tej tzw. „złej” chemii, bo i tak narażeni jesteśmy na codzienną styczność z niezliczoną wręcz ilością związków szkodliwych, obecnych w żywności, w gospodarstwie domowym, czy też w powietrzu;
  • produkowany w sposób przyjazny naturze i środowisku naturalnemu;
  • bezpieczny, bo przecież to co naturalne musi być dla nas najlepsze (tu zapominamy trochę o fakcie, że to właśnie natura nas często uczula i alergizuje w postaci np. pyłków… Ale to temat na inny wpis); 
  • wolny od składników syntetycznych, w szczególności silikonów.

Niektórzy z nas sięgając po kosmetyk naturalny oczekują dodatkowo od niego:
  • braku konserwantów, często nie zdając sobie sprawy z faktu, że niezabezpieczony kosmetyk szybko staje się mocno niebezpieczny dla zdrowia. Bakterie i szkodliwe patogeny rozwiną się w nim błyskawicznie (a po 2 tyg, będzie ich tam naprawdę pełno!); 
  • przyjaznego środowisku opakowania, które np. można odesłać, albo oddać do recyklingu… 

Tymczasem przez długie lata brak było zapisów, które jasno określałyby, jakie warunki trzeba spełnić, aby móc zadeklarować, że dany kosmetyk jest naturalny. Nie istniała żadna podstawa prawna, która jednoznacznie by to definiowała. W efekcie każdy mógł tworzyć tak jak chciał, a kosmetyk naturalny, kosmetykowi naturalnemu nie równy. Efekt? Już jakieś czas temu rynek został zalany wszelakimi produktami, które wyglądały na naturalne, ale takie nie były… Oparte na syntetycznych emulgatorach, z niewielkim udziałem składników aktywnych pochodzenia naturalnego, za to ubrane w piękne zielono-kwiatowe grafiki, z nazwą zaczerpniętą z botanicznego świata, prezentowały się naprawdę przekonująco…


Nadchodzi czas zmian!

Na szczęście we wrześniu 2017 światło dzienne ujrzała długo oczekiwana norma ISO 16128, która jasno definiuje ramy dla określenia naturalności, pochodzenia naturalnego, organiczności i pochodzenia organicznego produktów w oparciu o charakterystykę składnika. To już bardzo dużo! Jest ona rekomendowaną podstawą dla uzasadnienia deklaracji marketingowych o naturalności i zaleceniem do stosowania przez producentów. Wiedząc to, łatwiej nam będzie dokonywać świadomych wyborów, stawiając na rzeczywiście rzetelnie przygotowane, w zgodzie z tą normą produkty. Będziemy w końcu mieć pewność, że podany % składników pochodzenia naturalnego nie został policzony na "chybił trafił", czy "wzięty z sufitu", ale że jego zapis wypływa ze stosowanie solidnych podstaw gwarantujących wysoką jakość, jakimi są normy ISO. Że nie jest to tylko jakiś dziwny chwyt marketingowy… 

„Od początku zależało nam, aby jasno zakomunikować klientom, że robimy uczciwe, rzetelne kosmetyki naturalne, swego rodzaju fitoceutyki. Dać im poczucie bezpieczeństwa i gwarancję, że mogą sięgać po nasze naturalne kosmetyki, będąc pewnymi ich wysokiej jakości. Dlatego na naszych opakowaniach znalazł się „znaczek” informujący o tym, że wszystkie produkty robione są w zgodzie z ISO 16128 o surowcach i kosmetykach naturalnych. To nasz stempel jakości i naturalności!" – mówi Monika Spinek, założycielka.

 


 
Co to jest ISO?

ISO to nazwa Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej; stowarzyszenia, które w swoim gronie skupia przedstawicieli narodowych komitetów normalizacyjnych. ISO jest organizacją pozarządową i dobrowolną. Najczęściej ISO kojarzona jest z systemem zarządzania jakością.  


Deklaracje „free from” znikną z opakowań?

Szukasz na opakowaniach napisu „nie zawiera parabenów”, „nie zawiera alergenów”? Przestań! Lepiej czytaj etykiety. Dlaczego? Bo w lipcu 2019 powinny zniknąć z rynku deklaracje typu „nie zawiera”. A przynajmniej ich część. Jest to stanowisko Unii Europejskiej, a stosowanie się do powyższych zaleceń będzie egzekwowane przez organy nadzoru. Niedozwolone więc będzie używanie sformułowań np. „nie zawiera”, „free from” w odniesieniu np. do parabenów, bo w złym świetle stawia ono całą grupę parabenów i sugeruje, że kosmetyki, które nie posiadają takiego oznakowania są niebezpieczne dla naszego zdrowia.

Generalnie - deklaracje podawane na produkcie powinny być obiektywne i nie mogą w złym świetle przedstawiać konkurencji, ani legalnie stosowanych składników. Nie dozwolone też będzie posługiwanie się deklaracjami typu „nie zawiera alergenów”.


Warto wiedzieć!

Do tej pory, jedynym sposobem informowania o rzetelnym przygotowaniu kosmetyku naturalnego było ubieganie się o płatne certyfikaty naturalności np. NaTrue, COSMOS czy ECOCERT. To jednak znaczący koszt, na który nie każdy producent mógł sobie pozwolić, co nie oznaczało, że kosmetyk przez niego produkowany został przygotowany nierzetelnie... Teraz dzięki ISO 16128 klient może czuć się bezpieczniej, a my, producenci mamy możliwości informowania o wysokiej jakości kosmetyku naturalnego, fitoceutyku. 

 
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel